C1R1

„Nowy”



W końcu zrozumiałem.
Jestem sam.
Nie będę nikomu ufał,
 ani nikogo kochał.
Jestem sam.

– Gaara 


Co o nim myślisz?
– Wydaje się całkiem w porządku. Zostawmy go na razie w spokoju. – Wysoki mężczyzna o jasnobrązowych włosach podrapał się po głowie, jednocześnie, zaczesując do tyłu grzywkę rozwidlonymi palcami. Kilka kosmyków wysunęło się z utworzonej w ten sposób „fali” i ponownie zsunęło się na jego czoło, jednak nie zwrócił na to większej uwagi. Aiden Parrish spoglądał uważnie na doręczony mu świstek papieru. Raport przygotowany został przez jednego z podwładnych, choć wyraz twarzy czytelnika nie zdradzał żadnych emocji, mężczyzna w duchu cieszył się, że tym razem trafił na odpowiedniego kandydata.
– Mamy zostawić go samemu sobie? Nie uważasz, że to trochę ryzykowne?
– W takim razie zajmiesz się tym, Alex. Miej na niego oko. – Mężczyzna przeniósł spojrzenie swoich zielonoszarych oczu na nieco niższego kolegę, który wyraźnie nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.
– Czemu zawsze ja? – Alexander warknął, żywo gestykulując rękoma. Nawet nie próbował ukryć złości, która pobrzmiewała w jego głosie, a którą chciał zaakcentować, co myśli o nowej funkcji. Nie był to pierwszy raz,  gdy ów chłopak zostawał obarczony podobnym zadaniem. Warto wspomnieć, że jego wcześniejsi wychowankowie, mimo wszelkich starań, nie wyrośli na ludzi poważnych, takich, którymi warto się przejmować, o ile oczywiście dożyli pełnoletniości, a bywały przypadki, przedwczesnych zgonów…
– Ponieważ… – zaczął Parrish, jednak Alex nie pozwolił na to, by jego przedmówca dokończył. Przerwał mu wpół zdania, bo wiedział, co zapewne usłyszy. Nie miał zamiaru wdawać się w niepotrzebne kłótnie. Wolał wyjaśnić od razu pewne kwestie, żeby na przyszłość, wszelkie niedomówienia móc traktować z przymrożeniem oka.
– Proszę cię, nie mów, że to ze względu na mój młodzieńczy wygląd. Nie cierpię, kiedy używasz tego argumentu – wyrzucił z siebie.
– Kiedy to prawda. Jesteś z nas najmłodszy i zdecydowanie lepiej udaje ci się odnaleźć w tych sprawach. – Usłyszał w odpowiedzi. Dyskutant wyraźnie zaakcentował „te sprawy” w swojej kontrze. Miało to znaczyć tyle, że jakiekolwiek dodatkowe wyjaśnienia lub sprzeciwy są niedopuszcalne.
–  Tak… Bo nie marzyłem o niczym innym, jak o niańczeniu jakiegoś bachora – burknął Alex niezadowolony. Nie tak miało się to skończyć.
W opozycji do zadowolenia Parrisha stał Alex, który nawet nie udawał, że przejmował się wspominanym dzieciakiem. Nie chował żadnej urazy w sobie, co podkreślały licznie występujące, barwne epitety dołączane do wielu z jego wypowiedzi. Niemniej jednak, ewidentnie było widać, że Aiden ma co do tego chłopaka swoje własne plany i niedopowiedzeniem byłoby mówienie, że Alex się tym nie interesował. Wręcz przeciwnie. Z każdą chwilą jego ciekawość rosła, co skutecznie udawało mu się ukryć. Potrafił bowiem się pohamowywać od nieuzasadnionej euforii. Gdyby chociaż któryś w końcu wypalił, myślał o planach przyjaciela.
– W ogóle skąd pomysł, że on będzie chciał się do nas przyłączyć? – zapytał Parrisha, puszczając w niepamięć wcześniejsze nieporozumienie.
–  Też jestem ciekawa, bo sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie wiedział, co się z nim dzieje… – Do ich rozmowy dołączył trzeci głos. Melodyjny i delikatny, ale o wyczuwalnej, zadziornej barwie. W pomieszczeniu, tuż obok obu panów, pojawiła się wysoka kobieta.
– Loyeh…
Alex i Aiden odezwali się jednocześnie. Kobieta ubrana w dżinsowe, jasnoniebieskie ogrodniczki, których jedna szelka była założona na ramię, druga zaś swobodnie wisiała, przez co dolna część spodenek, zdawała się zsuwać z ciała. Materiał był miejscami przetarty i dziurawy, i nie wyglądało to na celowy zabieg stylistyczny. Umorusana rdzawym mułem wyglądała jakby dopiero co skończyła w ogrodzie walkę przeciwko nieposłusznie rozrastającym się chwastom. Oboje zdawali sobie sprawę z tego, że to żadne błoto…
– Witam – rzuciła, po czym swobodnie rozciągnęła się w skórzanym fotelu z pikowanym oparciem.
– Miło cię znów widzieć. – Alex skinął na nią głową, ale ta, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem, w odpowiedzi machnęła tylko dłonią.
– Jak tam sprawy… – Aiden przez chwilę szukał w głowie odpowiednich słów – poza domem? – dokończył, choć w rzeczywistości ciekawiło go to najmniej. Ten okazał się bardziej godzien, bo od góry do dołu, zlustrowała go spojrzeniem. Po chwili przerzuciła wzrok na ozdabiany sufit, uśmiechnęła się szeroko i odpowiedziała:
– LeeLoy - tysiąc siedemset sześćdziesiąt cztery, świat - zero.
– Niezły wynik, ale przejdźmy do rzeczy – Alex przerwał jej chwilę „samozadowolenia”. Mężczyźni spojrzeli po sobie, czekając, aż nowoprzybyła rozwinie swoją wcześniejszą myśl.
– Cóż… – Sprawnie odgadła nad czym się zastanawiali. – Chłopak pewnie nie zdaje sobie jeszcze sprawy ze swoich umiejętności. Niemniej jednak, Alex ma trochę racji – przyznała i tyle wystarczyło, by wspomniany przestał się na nią boczyć za niewylewne powitanie. – Aiden, skąd wiesz, czy on będzie chciał przystać na twoje warunki? Na dobrą sprawę nie masz nic, czym mógłbyś go do siebie przekonać. My, nic nie mamy – poprawiła się. – Nie ma żadnej pewności, że chłopak nie zrobi czegoś, nie wiem… innego. – Blondynka o ciemnych zielonych oczach zmarszczyła brwi i mrużąc powieki, śledziła wzrokiem obu swoich kolegów.
– Lee, daj spokój. Już to kiedyś omawialiśmy. 
– Tak, pamiętam. Pamiętam też, że robimy to za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawi się ktokolwiek z „rodowodem”. – Machnęła dwukrotnie palcami w powietrzu, zamykając wypowiedziane słowo w wyimaginowanym cudzysłowie, by podkreślić jego istotną błahość. – Jak zwykle bierzesz wszystko do siebie i, jak zwykle pewnie nic z tego nie wyjdzie. – podsumowała.
Lee, jak wołali na nią przyjaciele, wyglądała na około trzydzieści lat, choć czuła się zdecydowanie młodziej. Stanowiła trzon ich niedużego zgrupowania i zwykle to do niej należało obmyślanie najlepszych planów czy najrozsądniejszych strategii. W tej jednej kwestii Aiden był jednak nieugięty. Jako alfa swojej watahy, chciał mieć wyłączne prawo werbowania nowych członków i nie odpowiadało mu, że ktoś z niższą rangą ośmiela się kwestionować jego pomysły. Nie robił jednak nic, bo Lee miała nad nim pewną władzę. Górowała nad nim w kwestii wieku, a to w tym gremium miało najwyższą wartość, bo im członkowie starsi i bardziej doświadczeni, tym grupa stawała się silniejsza, a oni, jak nikt inny, potrzebowali właśnie siły.
– Teraz jest inaczej – odezwał się po chwili, odpowiadając na zarzut.
– A to dlaczego? – zapytał Alex, gwałtownie podnosząc głos. – Powiedz otwarcie, czym ta sytuacja różni się od poprzednich? Chłopie, nie bądź dupa i zagraj z nami w otwarte karty. – Aiden odwrócił się do nich plecami, po czym stanął przy otwartym oknie. Wieczorną porą, wiatr był tak delikatny, że prawie niewyczuwalny, choć mężczyzna wyraźnie odczuwał jego chłód na twarzy, a kompani widzieli, jak pukiel włosów znad czoła, faluje na jego głowie. Zbagatelizował niesubordynację młodszego kolegi, bo wiedział, że on tylko żartował. Ten typ tak ma i Parrish zdążył się do tego przyzwyczaić. W końcu znali się nie od dziś…
– Rozmawiałem z nim jakiś czas temu – uśmiechnął się szyderczo, jakby zamiar, który wykreował sobie w głowie, właśnie z powodzeniem wyszedł z fazy beta. Pozostała dwójka poruszyła się niespokojnie na swoich miejscach, co słyszał wyraźne za sobą. Spoglądając na bezchmurne niebo, na którym pojawiły się pierwsze gwiazdy, uśmiechnął się do siebie złowróżbnie.

(o)

Nastolatek zajął miejsce przy jednym ze stołów w bibliotece. Blat z sosnowego drewna przeciągniętego ciemno-barwnym impregnatem zawalony był książkami różnego rodzaju. Widniały tam zarówno opasłe tytuły naukowe, jak i pojedyncze, szeleszczące kartki z skserowanymi materiałami. Miejsce znalazło się także dla archiwalnych dzienników, w przypadku których zapomniał, że nie powinien po nich pisać oraz kilku wydrukowanych stron o mitach greckich, legendach nordyckich i baśniach Andersena. Przed sobą zaś, postawił tablet z dołączaną klawiaturą w niebieskim kolorze, a włączona strona w wyszukiwarce internetowej wczytała frazę „bieganie z dużą prędkością”. Większość wyników związanych było jednak z treningiem i tym co należy robić, by osiągnąć najlepsze rezultaty w sporcie, a nie było to tym, czego Christoph szukał.
Zewnętrzną stroną dłoni podparł głowę, która mimo jego usilnych starań, wciąż zsuwała się z zaciśniętym w pięść palców. Chłopak był senny, zmęczony po bardzo długim dniu w szkole i dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych. Ten kto powiedział, że ostatnia klasa jest najmniej stresująca, chyba nie miał do czynienia z prawdziwie zawalonym planem zajęć.
– Stary, ile ci to jeszcze zajmie? – Chris leniwie podniósł głowę znad jednej z książek i spojrzał na kumpla.
– Nie mam siły mrugać powiekami, co dopiero bawić się w sport.
– I ty się dziwiłeś, czemu nie masz przyjaciół…
– Nie potrzebuję ich wielu.
– Masz tylko mnie i to nie świadczy dobrze o twojej osobie. Nie w ostatniej klasie i nie przed koledżem.
– Przepraszam, ale czego  ty właściwie chcesz? – zapytał, ziewając. Przetarł oczy opuszkami palców, mając nadzieję, że pomoże mu to się jakoś rozbudzić. Bezskutecznie. Miał wrażenie, że z każdym kolejnym ziewnięciem zapadał w coraz głębszy stan odrętwienia.
– W sumie to chciałem cię zaprosić na halę, ale widzę, że świetnie się tu bawisz w pojedynkę – rzucił z przekąsem Brian, krytycznie oceniając widok przyjaciela wśród masy niedokończonych notatek, książek przekazujących wątpliwej jakości wiedzę na temat rzeczy i zjawisk, które nie miały prawa się wydarzyć. Ciągle zastanawiał się, dlaczego Chris wybrał sobie właśnie taki temat na ostateczny referat dla pana Johnstona. Choć może to był strzał w dziesiątkę, bo ich nauczyciel angielskiego był dziwakiem nie tylko na zajęciach, ale i w codziennym życiu. Może tekst na temat ufoludków z wierzeń ludowych jakoś go przekona.
– Jak widzisz, jestem pochłonięty pracą. Robota pali mi się w rękach. – Kolejne ziewnięcie było całkowitym zaprzeczeniem, ale Brian z łatwością dostrzegł ironię w głosie kolegi.
– Później idziemy na pizzę, jeśli chcesz, dołącz.
– Dzięki, ale wolę nie. Niespecjalnie przepadam za twoimi ziomkami z drużyny i vice versa. Zresztą, sam wiesz jak jest. Kyle... Cóż, chybaby mnie zabił, jeśli tylko bym się tam pojawił…
– O swoją facjatę możesz być spokojny, bo jego akurat nie będzie. Coś mu wypadło, przynajmniej tak powiedział, bo nie raczył zjawić się ani na treningu w zeszły wtorek, ani dzisiaj. Nie wiem , co jest grane, ale niech ta chwila trwa jak najdłużej.
– Widzę, że bardzo się martwisz. – Chris przewrócił oczami. Wyprostował się na krześle, przeciągając ze zmęczenia. Starał się ogarnąć wzrokiem wszelkie źródła, z których korzystał w trakcie pisania swojego referatu.
– Nie o to chodzi. Oczywiście, życzę mu jak najlepiej, po prostu, gdy go nie ma, na boisku w końcu się coś dzieje. Przeciwnicy nie boją się podejść do bramki w obawie, że wściekły obrońca rzuci się na nich. Chyba pamiętasz, że Kyle miał już te swoje, jakby to ładnie ująć, dziwne momenty... No, i nie ukrywajmy, mój tytuł zastępcy kapitana wzbił się na sam szczyt popularności. To nie może być dziełem przypadku.
– Fakt. Nie jesteś w tym wcale taki dobry. Inaczej pewnie wiedziałbyś, że w koszykówce nie ma bramek, a zdobyte punkty to nie gole.
– Mniejsza o to. Powiedz lepiej, czy mam ci pomóc to pozbierać, czy wolisz dołączyć potem.
– Gdzie trzecia opcja?
– Nie wydurniaj się.
– Dobra, dojdę do was potem, tylko zejdź mi z oczu. – Brian machnął na niego ręką, ale posłusznie się wycofał. Co jak co, ale doskonale wiedział, że Christoph ma bardzo słabo rozwiniętą podzielność uwagi, którą szybko daje się rozproszyć, nawet błahostkami.
Dobra, o co tu chodzi… Nie mogę się w tym połapać...
Chris Warren pozostał sam w bibliotece. Rozsiadł się wygodnie na krześle i przybliżył klawiaturę swojego „komputera”. Z kieszeni uszytych z barwionego na czarno dżinsu, wyjął swój telefon komórkowy. Spojrzał uważnie na wyświetlacz, na którym widniało aż szesnaście powiadomień z kilku forów społecznościowych, których był członkiem i aktywnym komentatorem. To była jego rozrywka.
W przeciwieństwie do Briana, Chris nie uwzględniał sportu jako czegoś nadzwyczaj potrzebnego w swoim życiu. Co więcej, miał wrażenie, że tylko on uważał organizowanie preselekcji do szkolnej drużyny tuż przed zakończeniem roku za głupotę. Przyzwyczaił się do towarzystwa głupoli, jednak ci stojący w hierarchii najwyżej, dostrzegalnie byli najbardziej podatni na rozprzestrzeniającego się w świecie wirusa „bezinteligencji”.
Chłopak był na swój sposób niezwykle krytyczny. Oceniał świat według sprawdzonego wzorca, a samego siebie lokował powyżej średniej w całym tym zestawieniu. Ranking, co prawda, to niezbyt wymyślna metoda, ale jemu odpowiadała. Ktoś powiedziałby, że jest wiecznym pesymistą, on natomiast, widział siebie jako osobę, która „myśli trzeźwo”. Taki styl bycia do niego pasował i przemawiał za większością rzeczy, których wykonania się podejmował.
Można by rzec, umysł ścisły, żądny wiedzy i potrzebujący stałego źródła nowych informacji, które utrzymają go na powierzchni. Dziwił zatem fakt, że temat jego pracy zaliczeniowej z języka, z której ocena pozytywna to spora liczba dodatkowych punktów, odnosił się do tak nierealnego głupstwa… Niemniej jednak, Chris nie zrobił tego bez wcześniejszego przemyślenia swojej sytuacji. Dużo ryzykował, miał tego świadomość, ale był gotów na poświęcenia, byleby tylko wyjaśnić swoją kwestię.
Odwrócił wzrok od wyświetlacza leżącego na biurku smartfonu i spojrzał na lewą dłoń ułożoną na blacie, nad którą unosił się ledwo dostrzegalny dym. Przyglądał się temu uważnie, aż wreszcie zauważył, jak między palcami wskazującym i środkowym utworzyły się drobne iskry. Wyraźnie słyszał pstrykające odgłosy i czuł jak naelektryzowane włoski na jego karku unoszą się do góry.

14 komentarzy:

  1. Oooo, dobrze, że ustawiłem tę funkcję Polecanych blogów na Lickanie. :D To lepsze niż blogspotowa subskrypcja, polecam. :D Przeczytam w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy wstawisz poprawioną wersję? Bo widzę trochę błędów, ale nie wiem, czy jest sens je wypisywać, skoro tekst nie został jeszcze zbetowany. :v

      Usuń
    2. Ciągle czekam.
      Śmiało, wypisuj :) A nuż, pojawi się coś, czego moja beta nie złapie :)

      Usuń
    3. Witam po długiej przerwie!
      Przepraszam, że długo nic nie pisałem, ale ostatnio byłem kompletnie zawalony. :C Także mój spóźniony komć, pisalem go chyba ze 3 dni. :o

      "Raport przygotowany został przez jednego z podwładnych, choć wyraz twarzy czytelnika nie zdradzał żadnych emocji, jednak w duchu cieszył się, że tym razem trafił na odpowiedniego kandydata." Wyraz twarzy się cieszył?
      "– Czemu zawsze ja? – Alexander zaczął warknął (...)"
      "Gdyby chociaż, któryś w końcu wypalił, myślał o planach przyjaciela." Tutaj zbędny przecinek przed "któryś" i walnęły ci się kursywy w tekście (pewnie nie widać tego w moim komciu)
      "–  Też jestem ciekawa, bo sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie wiedział co się z nim dzieje…" Przecinek przed "co"
      "Oboje zdawali sobie sprawę z tego, że to żadne błoto…" A nie obaj?
      LeeLoy automatycznie kojarzy mi się z Liroyem. :D Lol.
      "– Nie ma żadnej pewności, że chłopak nie zrobi czegoś, nie wiem… innego. – Blondynka o ciemnych zielonych oczach zmarszczyła brwi i mrużąc powieki, śledziła wzrokiem obu swoich kolegów." Nie podoba mi się takie... "natarczywe" określanie bohatera za pomocą koloru oczu i włosów (o ile włosy jestem w stanie zrozumieć, to oczy, wbrew pozorom, nie należą do tych rzeczy, które wysuwają się na pierwszy plan), wolę, jak w tekście czytelnik zostaje informowany o kolorze włosów w sytuacjach kiedy np: bohaterka przeczesała palcami blond włosy, ktorych kosmyki niesfornie opadały na czoło, wtedy jest jakoś tak naturalniej, ale to luźna uwaga, chyba robię się nadgorliwy ._.
      "W końcu, znali się nie od dziś" ten przecinek, no weź (go stąd)! D:
      "(...) uśmiechnął się d siebie złowróżbnie." Literówka
      "(...)w przypadku których, zapomniał(...)" znowu, co tu robi ten przecinek?
      "– I ty się dziwiłeś, czemu nie masz przyjaciół…" Czuję jakieś nawiązanie do Shreka, hmm? :D
      "Cięgle zastanawiał się, (...)" sprawdziłem i jest faktycznie takie słowo, ale kompletnie ono nie pasuje do kontekstu, czyli jednak literówka. :v
      "Kyle, chybaby mnie zabił" co ty masz z tymi przecinkami? Nein!
      "Nie wiem co jest granie" a tu akurat powinien być + grane, prawda?
      "Powiedz lepiej czy mam ci pomóc to pozbierać, czy wolisz dołączyć potem." Przecinek przed pierwszym czy.

      + zdarza ci się mieszać czasy, na przykład tu:
      "Przetarł oczy opuszkami palców, mając nadzieję, że pomoże mu to się jakoś rozbudzić. Bezskutecznie. Miał wrażenie, że z każdym kolejnym ziewnięciem, zapada w coraz głębszy stan odrętwienia." I ten przecinek przed "zapada"...

      Podoba mi się Chris - mól książkowy w bibliotece, zawalony notatkami, outsider, jest bardziej tajemniczy niż poprzedni bohater - gwiazda sportu w szkolnej drużynie, może po prostu łatwiej mi się z nim utożsamić i to dlatego. :D Albo takie odludki są ciekawsze i bardziej mi pasują do bractwa?

      Czy Chris nazywa głupolami ludzi lubiących sport? Kurde, a już go zaczynałem lubić.

      Pierwsza część tekstu wydaje mi się taka ciężka i przeładowana, druga już nieco lżejsza, przyjemniejsza. Odnoszę wrażenie, że przywiązujesz ogromną wagę do detali, przez co z tekstu ciężko jest wydobyć sens. Bo piszesz o takich pierdołach, że klawiatura była niebieska albo komuś zafalował pukiel włosów, ale wiesz, ja lubię minimalizm.

      Tak poza tym, wiem, że masz betę, ale pomyślałem, że mógłbym spróbować betować ci teksty. Już miałem kiedyś jedno podejście w betowaniu, co ty na to? xD Tylko boję się, że będę zwlekał z oddawaniem tekstów, ale strasznie mnie korci, żeby spróbować. :v

      I dziękuję ci za ten rozdział, serio, dostarczyłeś mi rozrywki, której potrzebowałem. A ostatnio chodzę zatyrany, heheh. Pozdrawiam!

      Usuń
    4. To ja może zacznę od końca ;)
      Ty, betą? Czemu nie. W sumie, to chyba dobrze, że więcej osób zerknie na tekst przed publikacją. Yuriko (beta), czuję, ma swoje życie na głowie, dlatego jej z niczym nie pospieszam, zresztą, gdzież bym śmiał, bo w końcu to ona poświęca mi swój czas.
      Jestem otwarty na propozycje :)
      Jak zauważyłeś, moją "piętą" jest interpunkcja i czas, który miejscami plączę.
      W "Hijacked 12", które przechodzi swoją rewolucję, zauważyłem, że logika też się czasem potrafi zgubić... Dlatego im więcej osób spojrzy, tym lepiej dla mnie ;)

      Jeśli chcesz, mogę wysłać ci na próbkę mój najnowszy "cóś". Chciałbym kiedyś tą nowość opublikować na wordpressie, gdzie blog już czeka z zaklepanym adresem, ale nie spieszę się. Wolę mieć parę rozdziałów w zapasie, tym bardziej, że będą to dłuższe wpisy, a przynajmniej planuję takie...

      Ale odbiegam... Poprawiłem zauważone przez ciebie błędy. Przynajmniej część. Nie prześledziłem tekstu w poszukiwaniu wspomnianych potknięć z czasami (poza przykładowym). Nie byłem pewien co do przecinka po imieniu "Kyle", bo przyzwyczaiłem się do wydzielania imion i nawet nie wiem jak brzmi zasada sugerująca, kiedy należy to robić... W każdym razie, dlatego że nie wiedziałem, postanowiłem zmienić całe zdanie.

      Swoją drogą, też wolę nowego Chrisa. Ma więcej ze mnie hah :V Ale w obronie jego postaci, przypomnę, że "głupcami" nazwał specyficzną grupę sportowców z jego szkoły, a nie wszystkich, którzy się pocą w imię wyższego celu ;)

      Cieszę się, że się spodobało i liczę na odzew w sprawię betowania. Obyś nie rzucał słów na wiatr, bo biorę to na poważnie :P

      Także pozdrawiam!

      Usuń
  2. O wiele lepszy początek niż poprzednio. W pierwszej części poznaliśmy nieco bohaterów, którzy niedługo zwerbują Chrisa, Aidena i Alexa już kojatrzymy; ten drugi podobny, ten pierwszy inny - ale ta kobieta również mnie zaintrygowała. Zdecydowanie lepiej, jeśli chodzi o podmioty, prawie się nie myliły, gratuluję! ponadto to o wiele lepsze wprowadzenie, nawet jeśli za dużo nie tłumaczyło o watasze samej w soibie. ale to jeszcze nie czas, a zaintrygować - zaintrygowało.
    Cieszę się takż,e że w drugiej częsci pokazałeś normalne, szkolne życie Chrisa. Wydaje się nie kochać sportu tak, jak wcześniej. Fajnie pokazałeś przyjaźń między nim a Brianem, cjoć nie wiem, dlaczego tak późno podałeś w dialogu to drugie imię. Dobre zakończenie, podobało mi się to nagłe pokazanie mocy Chrisa. niby nic, ale nie dziwię się, że przeżył szok. nie mogę doczekać się kontynuacji. Jeśli chodzi o techniczne uwagi, to było kilka dziwnych sformułowan w dłuższych zdaniach i czasem zgrzyty z czasami, kilka błędów int, ale ogólnie naprawdę dobrze :)
    Na końcu chciałabym poinformować, że zmieniłam adres bloga na niezaleznosc-hp.blogspot.com Zapraszam także na świeżo dodaną czternastkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że podoba się bardziej, bo i ja uważam, że poprawa jest widoczna. Na ostateczne poprawki czekam jeszcze i mam nadzieję, niedługo uzupełnię "braki".
      Tak, Chris to teraz bardziej mol książkowy, aniżeli sportowiec, ale wydaje mi się, że w takiej wersji pasuje tu bardziej. Jego aspołeczność urośnie jeszcze oczach - kolejny rozdział będzie tego najlepszym dowodem :D

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. "Zaczął warknął", " gdyby chociaż, któryś..." wydaje mi się, że nie powinno być przecinka, były jeszcze dwa błędy, ale nie umiem ich znaleźć tak na szybko.
    Długo trzeba było czekać, ale opłacało się :) masz bardzo fajny styl pisania i piszesz o youkai - dwa warunki do szczęścia spełnione XD
    Zastanawia mnie, o co chodziło Lee kiedy mówiła te liczby, świat, zero, itd.
    Weny!
    Ireth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspomniałem na końcu - na ostateczną wersję tekstu czekam, więc wrzucę poprawki, jak tylko je dostanę w swoje rąsie ;)
      O Lee jeszcze usłyszymy i o jej tajemniczych liczbach także, bo to dość istotna rzecz, która tyczy się jej postaci.
      Postaram się o tym wspomnieć w rozdziale trzecim, a może i wcześniej... - w sumie, muszę dopracować końcówkę drugiego ;)

      Usuń
  4. weź się w garść i przejdź na pozytywniejsze tematy, tak czy siak wpis bardzo fajny, tlyko szkoda ze pisany w stylu nastolatki z niespełnionymi fantazjami, ale i tak propsik ekologiczny wypas owiec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do własnej opinii. Mój styl jest taki, nie inny, bo, choć nastolatkiem już nie jestem, to ciągle takowym się czuję i do takiej grupy wiekowej uderzam.
      Miło byłoby mi niezmiernie, gdybyś zechciał (a) powiedzieć coś więcej w swojej opinii, bo mam wrażenie, że tworzysz tu niechciany spam i to było twoim głównym celem ;)

      Usuń
    2. Kruczek, nie karmi się trolli. :v

      Usuń